Pages

11 Feb 2013

Defloverer

Stare, znalezione wśród papierzysk podczas "urządzanie pokoju - podejście trzecie".
Tak, rozdziewiczam mleko za każdym razem gdy mam ku temu okazję.
[Właśnie zauważyłam, że "otwarcie" otwiera się w złą stronę. Powodzenia z nalewaniem takiego mleka.]


Tak poza tym "oś czasu" magisterki powstaje. W środę przyjeżdża do mnie Łódź w celach rozrywkowo-odstresowo-niewiadomojakich. Nie obędzie się bez wina, a jak wino to i zdjęcia. Zapas klisz w lodówce, w towarzystwie mleka (rozdziewiczonego) i jabłka. 

Nie kupujcie śrubokrętów za 2 złote. W trakcie skręcania Alberta (Ikea urzeka mnie tymi imionami dla mebli) zrobił się z niego widelec. 
Aha, niedługo moje święto - 27 lutego Dzień Niedźwiedzia Polarnego.
To chyba wszystko.
Wrrrrrau!

7 Feb 2013

Mewka

Szalona. Dawno nie byłam na koncercie, ale to czego byłam dziś świadkiem... Boże, czemu tak dawno nie byłam na koncercie... Kucałam pod "sceną"z otwartą gębą. Nie wiedziałam czy chcę ją porwać i zamknąć w tapczanie żeby nie wprawiała mnie więcej w poczucie beznadziei czy ją z zachwytu zjeść. Tak niesamowicie zazdroszczę jej tej swobody ekspresji, umiejętności wyrażenia siebie bez skrępowania. To co ja robię tylko w zaciszu (dalekie jest to od ciszy) własnego pokoju, ona wystawia na widok publiczny. Pomijam fakt, że ja tylko sobie wyję bo nie potrafiłabym skomponować nawet tandetnego jingla.
Chciałabym... chciała...
Kocham takich wariatów.


żenująca próba freelensingu (choć mi się podoba)




3 Feb 2013

Zero

Zawsze gdy zjeżdżam do domu po kilkumiesięcznej nieobecności, w pewnym momencie gdy popijam sobie z mamą wino, odczuwam potrzebę sięgnięcia do szuflady zawalonej albumami i wielkimi, startymi ze starości kopertami z folią bąbelkową, w których trzymamy sporą cześć zdjęć, głównie tych starych, czarnobiałych z czasów młodości rodziców. Przeważnie poszukuję jednego konkretnego zdjęcia. Miałam dziś niebywałe szczęście bo zdjęcie, o które mi chodziło leżało na samym wierzchu. Nie powstrzymało mnie to jednak przed wywaleniem całej zawartości szuflady na podłogę. Tak jak zwykle usiadłam dziś na podłodze i zaczęłam oglądać. Robiłam to już tysiące razy, ale zawsze znajduje jakieś zdjęcie, które widzę po raz pierwszy. Zdumiewa mnie to za każdym razem. Zakochałam się dziś w tych zdjęciach. Miałabym ochotę zabrać wszystkie do Gdańska i wykleić sobie nimi cały pokój łącznie z sufitem. Pomijając kwestie estetyczne najcudowniejsze jest to, że do każdego z setek tych zdjęć podpięta jest historia. Jeśli chodzi o moją rodzinę są to raczej historie mniej lub bardziej idiotyczne/absurdalne. Jak na przykład ta jedna, którą dziś usłyszałam, wiążąca się z tym zdjęciem. 

 

Przychodząc na świat poznałam obu dziadków jako łysych i trudno mi nawet wyobrazić sobie, że kiedykolwiek mieli włosy. Stąd padło moje pytanie czy to co widać na zdjęciu - bujne owłosienie - jest prawdziwe. Po odpowiedzi "nie", odetchnęłam z ulgą. No ale skąd w takim razie te włosy? Otóż.. mój ojciec, któregoś razu standardowo spotkał się z kolegami by spożywać pewne napoje. Jeden z nich w wyniku alkoholowego rauszu postanowił ogolić sobie głowę na zero. Były to czasy kiedy hm... delikatnie mówiąc, łysina nie będąca wynikiem naturalnego procesu nie była czymś popularnym/atrakcyjnym. Jak można przypuszczać, mój ojciec pomyślał sobie wtedy "co, ja się nie ogolę? on się ogolił, to ja się nie ogolę?" I się ogolił. Wrócił w nocy do domu mijając stojącą w drzwiach zszokowaną żonę i walnął się do łóżka. Rano wstał, poszedł do łazienki, spojrzał w lustro i złapał się za (łysą) głowę. Nie byłoby to nic strasznego gdyby nie fakt, że tatuś był muzykiem i na dniach ruszał koncertować za granicą. Dwie, białe, błyszczące głowy na scenie byłyby dość... zastanawiające. Panowie postanowili więc pożyczyć z teatru dwie peruki. W tym okresie odwiedziła nas na śląsku rodzina i ten busz, który widać na głowach dziadków to właśnie wspomniane peruki. Dziewczę po środku to nie ja tylko moja najstarsza siostra. 
Tacy z nich kawalarze.




Zdaje się, że aparat, który trzyma w ręce to ta sama Zorka, której używam




 

Siedzę, piszę to, myślę o tych zdjęciach, a w radiu leci "Znów jesteś ze mną" De Mono. W tym domu czas się chyba zatrzymał.
 

P.S. Już wiem skąd mam zwyczaj gadania do siebie...

P.S.2  Jakim cudem można zadurzyć się w człowieku, którego się nigdy nie spotkało?