Pages
Showing posts with label sketches. Show all posts
Showing posts with label sketches. Show all posts
6 Jan 2016
12 Dec 2015
1 Dec 2015
12 Jul 2015
Something something
![]() |
| oczywiście literówka... |
Jestem ostatnio w bardzo dziwnym zakątku mojej głowy. Niby wszystko jest ok, ale coś uwiera. Wciąż coś nie pasi. Myślałam, że się przegrzałam i potrzebuje odpocząć od ludzi, więc w piątek po pracy pojechałam w kierunku Þingvellir uzbrojona w kilka niezbędnych rzeczy jak namiot, śpiwór, czekolada etc. Miało mnie nie być cały weekend, ale już wieczorem, leżąc w namiocie gdzieś pośrodku niczego, 11 km od parku, wiedziałam, że to nie to. Wstałam rano, zebrałam manatki i szłam. Czułam nieodparta potrzebę kroczenia poboczem bez wystawiania kciuka do każdego, sporadycznie nadjeżdżającego samochodu. I tak bym sobie szła gdyby nie te cholerne meszki, które wlatują w każdy otwór Twojej głowy gdy jedyne czego pragniesz w danym momencie jest Ty i droga. Zaczęłam więc łapać stopa byle tylko uwolnić się od tego cholerstwa. W końcu się udało i dojechałam pod sam dom z gadającym do siebie pod nosem młodym Islandczykiem o imieniu Andri.
Coś było nie tak. Z jednej strony zatęskniłam za włóczeniem się, wspominałam drogę z Bergen do Polski. Noc spędzona pod gołym niebem, na brzegu jeziora gdzieś w krzakach na poboczu drogi wciąż jest w top dziesiątce moich doświadczeń. Z drugiej zaś... nie czułam tego podniecenia, dreszczyku emocji. Zwalam winę na fakt ciepłego łóżka czekającego na mnie gdy tylko przyjdzie mi na to ochota. Ale przyznać muszę, że mi ta jedna nocka pomogła. Dodała mi odrobinę pewności siebie i chęci wypuszczania z ust słów w kierunku poniektórych osobników ludzkich.
Wciąż jednak jest jedna rzecz, która spędza mi sen z powiek. Próbuje nie robić z tego problemu, bo obiektywnie patrząc jest to żaden problem, a jedynie kolejna, wielka, potencjalna zmiana. Co natomiast jest problemem to fakt, że nie do końca jej chcę, a co pewne - nie jestem na nią gotowa. Nie chce mówić o co chodzi, bo narazie wszystko jest w fazie "może", ale to "może", może obrócić w proch moje obecne szczęście. Pracuję nad tym żeby tego uniknąć. Nie wiem tylko jak.
Więc zdjęcia. Random.
2 Nov 2014
Drama queen narodów
Jestem zirytowana. Jestem wkurwiona. Wpadłam dziś w szał.
Ogólnie staram się unikać wieści z kraju, szczególnie tych z dziedziny polityki. Poziom absurdy w tym kraju sięga dla mnie poziomu, na który nie potrafię reagować prychnięciem czy śmiechem politowania. Chce mi się mordować.
Niechcący, zanim zdążyłam założyć słuchawki na uszy i włączyć muzykę, doszły mych uszu dyskusje prowadzone na tvn24 na temat krzyża, który zniknął z Giewontu na jakimś spocie reklamowym czy cholera wie czym...
CZY KOGOŚ POKURWIŁO?!
To będzie mój jedyny komentarz. Nie chcę się już denerwować, ani wygłaszać tyrady (czyt. wiązanki przekleństw), bo na pewno znalazłby się jakiś idiota (musiałam chociaż odrobinkę), którego by to obraziło. Jak my się kurwa kochamy obrażać.
Po powrocie z Islandii walczę żeby nie popaść w marazm. I muszę przyznać, że jest ciężko. Widzę bardziej niż zawsze ludzką zawiść, tę naszą piękną narodową cechę - dopierdolić każdemu komu uda się osiągnąć sukces. Narzekanie zagłusza dźwięk tworzenia problemów tam gdzie ich nie ma. Od tego wszystkiego boli mnie głowa, wracają stany lękowe, chce mi się płakać.
Czasami zauważam niektóre z tych cech u siebie i jest mi wstyd, i jest mi przykro.
Ten kraj mnie tłamsi.
Będę monotematyczna, ale powiem jeszcze raz, że nigdy nie czułam się tak komfortowo jak przez te trzy miesiące w Reykjaviku. Ogarniał mnie spokój, żyłam w harmonii ze sobą i światem. Byłam sobą. Lubiłam siebie. Byłam lepszym człowiekiem dla innych, a w zamian spotkałam się z dobrem jakiego nie jestem w stanie opisać. Aż mi głupio. Nie odpłacę się za to wszystko do końca życia.
Chodziłam w trzech zestawach ciuchów na zmianę i czułam się jak gwiazda.
Miałam poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości.
Żyłam.
Teraz szukam dodatkowych zajęć żeby czas mijał jak najszybciej, żeby nie myśleć, żeby nie zwariować. Żyje na pół oddechu.
Chcę już odetchnąć z ulgą jak zrobiłam to 10 czerwca i zaśmiać się jak wtedy gdy szłam z lotniska poboczem, a zimny wiat targał mi włosy.
Tęsknie.
Ale dość smutów. Po dwóch miechach nierysowania zasiadłam do szkicownika i cóż... uczę się. Mój zmysł obserwacji i analizy polepszył się i zaczął współpracować z ręką. Szkoda tylko, że tak trudno mi się do tego rysowania zabrać.
20 Feb 2014
Dżif Time
Daję dupy z akwarelami, ta strasznie, strasznie, ale skoro Jake mówi, że będzie lepiej to co mam nie wierzyć...
Z początku "planowałam" naskrobać coś innego, dlatego Finn♥ przybrał postać ludzką. Niestety. Trochę nie wiem co myśleć o swoim zauroczeniu kreskówkową postacią, ale to akurat najmniejszy z moich problemów. Looooooofffff...
Czemu to nie ja wymyśliłam Adventure Time?
Z początku "planowałam" naskrobać coś innego, dlatego Finn♥ przybrał postać ludzką. Niestety. Trochę nie wiem co myśleć o swoim zauroczeniu kreskówkową postacią, ale to akurat najmniejszy z moich problemów. Looooooofffff...
Czemu to nie ja wymyśliłam Adventure Time?
10 Nov 2013
Misie
Włamałam się dziadkowi do szafki. Wzięłam pierwsze lepsze akwarele, cienkopis, kilka pędzli i arkusz pożółkłego papieru, bo póki co jestem biedna i własnych kupić nie mogę. Jak tak spojrzałam na asortyment jakim dziadek dysponuje, a który często gęsto nie był ani razu używany, to aż mnie w dołku ściska na myśl co bym z tym zrobiła. Może w końcu się zbiorę i oficjalnie zapytam czy mi coś "pożyczy". Póki co mam nadzieję, że się nie zorientuje. Tak jak z winem.
Tak więc eksperymentuję z akwarelami, a w zasadzie się ich uczę, bo a niech mnie - wydaje się to takie banalne, maznąć tu, maznąć tam i jest ok. Hahahahaha, NIE. Na razie opanowałam barwienie papieru, tworzenie bazy (to niebieskie ). Chyba.
No... tak że wrzucam kilka mniej lub bardziej udanych wersji czegoś co miało być spóźnionym prezentem urodzinowym, ale chłopiec na rysunku nie jest podobny do żyjącego obecnie hen daleko stąd oryginału, więc jest to po prostu jakiś tam sobie ładny chłopiec.
Następne jak tylko zwędzę dziadkowi jakiś papier.
Poza tym:
- śniło mi się, że wystawiłam w internecie ogłoszenie o dawaniu korepetycji z fizyki
- chcę psaaaaaaa!
Tak więc eksperymentuję z akwarelami, a w zasadzie się ich uczę, bo a niech mnie - wydaje się to takie banalne, maznąć tu, maznąć tam i jest ok. Hahahahaha, NIE. Na razie opanowałam barwienie papieru, tworzenie bazy (to niebieskie ). Chyba.
No... tak że wrzucam kilka mniej lub bardziej udanych wersji czegoś co miało być spóźnionym prezentem urodzinowym, ale chłopiec na rysunku nie jest podobny do żyjącego obecnie hen daleko stąd oryginału, więc jest to po prostu jakiś tam sobie ładny chłopiec.
Następne jak tylko zwędzę dziadkowi jakiś papier.
Poza tym:
- śniło mi się, że wystawiłam w internecie ogłoszenie o dawaniu korepetycji z fizyki
- chcę psaaaaaaa!
![]() |
![]() |
| naciapane |
6 Aug 2013
Trututututu. Oto nasza cudowna piątka, którą obiecałam przedstawić. Na razie to tylko pomysł, przez najbliższy miesiąc będę czerpać inspirację ze źródła i po powrocie sądzę, że wyewoluuje z tego coś konkretniejszego. Tzn. podejrzewam, że pierwsze paski powstaną już w namiocie, ale...tu - wszystko we wrześniu.
Jedna z postaci kłamie, że nie ma imienia. Tak, Aurora dorobiła się okularów. Na razie tylko animowanych, ale już niedługo, już tuż tuż. Dość mam już rysowania adventuretimowych postaci, stąd takie oto sobie, ten tego. Aha, koleś po lewej będzie miał psa, ale jeszcze nie umiem go narysować. Sam koleś w sumie też będzie inaczej wyglądać.
Brzydki śnieg i w ogóle jakiś taki nie podlegający prawom natury (wiatrom). Magiczny śnieg. Olafur Arnalds w słuchawkach i takie coś mi wyszło spod palców.
Miałam dzisiaj straszny sen. Śniło mi się, że z niewiadomego dla mnie powodu, dotatuowałam postaci z mojego tatuażu flagę polski w rękach i wszyscy się ze mnie śmiali, że jestem narodowcem. Z pianą na ustach tłumaczyłam im, że nie o to mi chodziło, aż sama zapomniałam o co mi właściwie chodziło. Znienawidziłam siebie i flagę, i mojego ukochanego. Stąd też powstała taka oto Aurorka. Nie będzie trzymać żadnej flagi!
No i na koniec Aurora na co dzień. Chociażby z przed chwili. Makaronelove.
4 Aug 2013
Przyklejonym do krzesła będąc...
Wiem, powtarzanie tego samego motywu na jednej stronie jest bezsensu (ikonka "o mnie" będzie inna), ale to był tylko wstępny projekt. Właścicielka nie jest entuzjastką nagłych zmian, dlatego jak mówi stopniowo będzie do layoutu wyjściowego dążyć. A może po prostu nie umie mi powiedzieć, że jest fu i ble i mam spadać. W każdym razie, jak na moje umiejętności, nawet mi się to podoba, więc pokazuję.
Nie zwracajcie uwagi na włosy w banerku - wyszły jej jakieś kiepskie (jak mi kiedyś w gimnazjum) pasemka.
Adres bloga to nie "projektdlaagaty.blogspot.com".
A jutro, ta-dam ta-dam, jeśli skaner da, kogoś poznacie.
3 Aug 2013
Dance potato, dance.
Nic nie napiszę o tych bazgrołach. Nie, nie będę się tłumaczyć... nie, Aurora nieeee. Demyt. Eh... mój angielski daje wiele do życzenia, pisałam to o 3 w nocy bla bla bla. Tak, jest mi wstyd. Wystarczy? Już nawet nie widzę tych banalnych błędów tak bardzo cofnęłam się w rozwoju. Wstyd przyznać, że kiedyś... nie, aż tak pogrążać się nie będę. W każdym razie jestem facetem, więc plis nie upokarzajcie mnie wytykaniem błędów na forum. Prv.
Aha, skaner nie ogarnął niektórych liter i kropek, a ja mogłam przy poprawianiu tego w ps coś pominąć, więc... no. W ogóle najlepiej nie czytać tylko popatrzeć, o jak ładnieeee.
Obrastam w tłuszcz. Czuję się tłuściutka, ale jak chyba nigdy dotąd niespecjalnie drażni to moje kobiece ego, nieustannie pilnujące bym nie przekroczyła granicy, za którą czeka mnie życie pełne makaronu, sera i randek z masażerem w swojej zatęchłej jaskini.
Perspektywa zbliżającego się, ubogiego w pokarmy miesiąca, pozwala mi się nie zadręczać, więc in your face opono - makaron ze szpinakiem!
I'm just a big potato, with arms, and legs, and a head.
Wspominałam dziś ostatni rok, jak wiele się zmieniło, jak wiele rzeczy odeszło w cień lub całkowicie straciło znaczenie. Zobaczyłam jak człowiek potrafi zakopać się żywcem pod śmieciami w postaci ludzi, przedmiotów, "problemów", czy pozornie niepowtarzalnych wydarzeń zamordowanych rutyną.
Już wiem o co im chodziło. Tym brzydkim, tym biednym, tym pozbawionym talentów. Papier, kamień nożyce. Szczęście drze, łupie i łamie.
Czy człowiek pierwotny się lenił? Czy mógł sobie na to pozwolić, czy był zbyt pochłonięty przeżyciem (pomijając kwestie budowy mózgu itd.)? Jeśli nie, to po którym wynalazku człowiek zaczął mieć czas na to żeby się opierdalać? Który ułatwił mu życie na tyle, żeby poczuł, że może nic nie robić przez cały nieboży dzień popadając stopniowo w co raz większy marazm?
Która innowacja jako pierwsza bardziej przysłużyła się temu by ludzkość zasiadła półdupkiem na kanapie niż zrobiła krok do przodu? Przy tylu możliwościach, paradoksalnie prowadzimy tak jałowe w swej wygodzie życie. Wyobraźni ludzie, wyobraźni. Już nawet tego nam się nie chce.
Tak więc, niecały rok temu, zakładając tego bloga (któremu po moim powrocie z dumą upiekę tort z okazji pierwszych urodzin) zrobiłam coś bez czego nie jestem w stanie sobie wyobrazić gdzie i czym bym teraz była. Jednak przez myśl mi nawet wtedy nie przeszło, że w pewnej mierze dzięki niemu, rok później wymienię powtarzane do znudzenia od milionów lat zdanie "kiedyś polecę na Islandię" na "lecę na Islandię". Szczególną role odegrał tu przypadek, który jak sądzę, nie ma pojęcia z ogromu swojej roli. Dowie się, choć jeszcze nie teraz. Jeszcze nie czas.
No dobra, jeszcze jeden. Z cyklu Mom's shades of logic.
20 Jul 2013
Aurora Goddess sparkle
Cóż... chciałam zacząć od jakiegoś frazesu, ale w sumie nie będę silić się na mądrości. Fakty są takie, że owszem wiedziałam, że wszystko dobrze się ułoży, ale nigdy nie sądziłam, że aż tak. Rzucanie pracy, przy (przed)przedostatniej rencie na koncie, rezygnacja z własnego lokum i pomieszkiwanie u litościwych znajomych nie wydają się zapowiadać dobrze. Założę się, że ludzie wokół, zwłaszcza Ci którzy wiedzieli z jakim trudem przyszło mi w końcu pracę znaleźć, dowiadując się o moim dziewiczym zwolnieniu, pukali się w głowę, ale z jakiejś tam grzeczności nie potępiali moich decyzji otwarcie. Cóż... nie potrafię robić nic wbrew sobie, zwłaszcza gdy podszyte jest to intuicją i jakimś takim swędzeniem z tyły głowy. No i cóż mi z tego przyszło? Bipolarna Aurora tydzień temu postanowiła uciec od wszystkiego co znajome i bezpieczne (?), decydując się na spotkanie ze wszystkimi swoimi lękami bez możliwości odwrotu. Był ogromny strach, ale też poczucie, że nie mam w tej kwestii wyboru.
Pogodziłam się z tym, że niestety bez pieniędzy oceanu nie przekroczę. Obrałam wiec kierunek Półwysep Bałkański - Czarnogóra. Jednak tak się czasami zdarza, że życie, choćbym nie wiem jak była porąbana, nieumyślnie komplikując tym życie sobie i innym, jakby dawało mi coś w zamian tego po co sama na co dzień nie jestem w stanie sięgnąć z powodu tegoż porąbania. Spełnianie marzeń przychodzi mi dwa razy trudniej niż przeciętnemu, stabilnemu psychicznie człowiekowi. Rzadko dostaje się szansę spełnia swojego największego marzenie. Ja ją dostałam i nagle strach i wszystko co normalnie hamuje moje życiowe kroki przestało się liczyć. Po prostu. Jak guma przyklejona do podeszwy owszem irytuje, ale nie zatrzymuje w miejscu.
Islandia. Aurora, Niedźwiedź Polarny jedzie do domu. Ukochane, grube, wełniane skarpety, w których popierdalam w domu nawet latem, wypełnią swoje przeznaczenie.
Tak więc jeśli czyta to ktoś, kto Islandię zamieszkuje, lub ma zamiar podobnie jak ja koczować tam w okolicach sierpień-wrzesień i spotka na swojej drodze takiego debila jak na rysunku poniżej, niech pomacha, podejdzie porozmawiać, albo, jeśli łaska, poczęstuje kanapką (na mojej twarzy będzie widniał permanentny uśmiech, ale nie musi to znaczyć, że nie przymieram głodem).
Skan tragiczny, zorientowałam się w domu. Ołówek, bo na inkowanie nie starczyło mi cierpliwości.
Pogodziłam się z tym, że niestety bez pieniędzy oceanu nie przekroczę. Obrałam wiec kierunek Półwysep Bałkański - Czarnogóra. Jednak tak się czasami zdarza, że życie, choćbym nie wiem jak była porąbana, nieumyślnie komplikując tym życie sobie i innym, jakby dawało mi coś w zamian tego po co sama na co dzień nie jestem w stanie sięgnąć z powodu tegoż porąbania. Spełnianie marzeń przychodzi mi dwa razy trudniej niż przeciętnemu, stabilnemu psychicznie człowiekowi. Rzadko dostaje się szansę spełnia swojego największego marzenie. Ja ją dostałam i nagle strach i wszystko co normalnie hamuje moje życiowe kroki przestało się liczyć. Po prostu. Jak guma przyklejona do podeszwy owszem irytuje, ale nie zatrzymuje w miejscu.
Islandia. Aurora, Niedźwiedź Polarny jedzie do domu. Ukochane, grube, wełniane skarpety, w których popierdalam w domu nawet latem, wypełnią swoje przeznaczenie.
Tak więc jeśli czyta to ktoś, kto Islandię zamieszkuje, lub ma zamiar podobnie jak ja koczować tam w okolicach sierpień-wrzesień i spotka na swojej drodze takiego debila jak na rysunku poniżej, niech pomacha, podejdzie porozmawiać, albo, jeśli łaska, poczęstuje kanapką (na mojej twarzy będzie widniał permanentny uśmiech, ale nie musi to znaczyć, że nie przymieram głodem).
Skan tragiczny, zorientowałam się w domu. Ołówek, bo na inkowanie nie starczyło mi cierpliwości.
12 Jul 2013
It's alive!
No dobra. Czas wrócić do gry. Nie ma opierdalania się. Co prawda nie udało mi się jeszcze spłodzić nic nowego, konkretnego, ale Aurora ma skaner! Nie swój własny osobisty, ale pod samym nosem z nieograniczonym dostępem! Tak więc wczoraj wstałam z łóżka, otarłam twarz z kilkudniowego doła, zjadłam arbuza, ubrałam się i zasiadłam do skanowania dopijając niedopite wino. Próbowałam też coś naskrobać, ale cóż... dłuuuugo nie rysowałam. Muszę sobie przypomnieć jak się to robi. No. Tak więc póki co poodmieniałam w niektórych postach zdjęcia rysunków na ślicznie skanki.
Ale to nie koniec. Wczoraj po raz pierwszy podjęłam próbę kolorowania rysunków w ps co wyśmiałam po pierwszej próbie nakładania gradientu, ale gdy już otarłam łezki rozbawienia okazało się, że hmmm... jednak coś przed przypadek mi wyszło. I tak oto powstała pierwsza wersja banera dla koleżanki, literatki, której obiecałam zajęcie się stroną graficzną jej blogaska. Nic więcej na razie nie powiem, a już na pewno nie pokażę. Tba.
Jezu tak straszliwie nic się tutaj ostatnio nie działo, że prawdopodobnie osoby, które tutaj od czasu do czasu zaglądały zaniechały to zupełnie. Taki to trochę ochłap, na pobudzenie zainteresowania, ale cóż... cud, że w ogóle wstałam z łóżka.

Szkic inspirowany IamamIwhoamI. Zajmę się nim wkrótce, póki co nie mam na to jeszcze konkretnego pomysłu.
Hahaha. Szkice (z przed roku) jednej z głównych postaci komiksu, który kiedyś w końcu zrealizuję.
Ale to nie wszystko! Mnie i moje dziołchy czeka weekendowe święto muzyki, czyli coroczny Żuling w Plastelinie. Tak więc jak przystało na dwie, dojrzałe Panie mgr z zacięciem artystycznym, zaprojektowałyśmy sobie z E. aplikację na koszulki specjalnie na tę okazję.
Klasycznie wrzucę tu pewnie po powrocie jakieś zdjęcie. No... tak że tego... do poniedziałku!
Ale to nie koniec. Wczoraj po raz pierwszy podjęłam próbę kolorowania rysunków w ps co wyśmiałam po pierwszej próbie nakładania gradientu, ale gdy już otarłam łezki rozbawienia okazało się, że hmmm... jednak coś przed przypadek mi wyszło. I tak oto powstała pierwsza wersja banera dla koleżanki, literatki, której obiecałam zajęcie się stroną graficzną jej blogaska. Nic więcej na razie nie powiem, a już na pewno nie pokażę. Tba.
Jezu tak straszliwie nic się tutaj ostatnio nie działo, że prawdopodobnie osoby, które tutaj od czasu do czasu zaglądały zaniechały to zupełnie. Taki to trochę ochłap, na pobudzenie zainteresowania, ale cóż... cud, że w ogóle wstałam z łóżka.
Cóż... pierwszy delemat tak naprawdę nie dotyczy stroju, ale czegoś poważniejszego o czym ostatnio bardzo dużo myślę i czytam.
Szkic inspirowany IamamIwhoamI. Zajmę się nim wkrótce, póki co nie mam na to jeszcze konkretnego pomysłu.
Hahaha. Szkice (z przed roku) jednej z głównych postaci komiksu, który kiedyś w końcu zrealizuję.
Ale to nie wszystko! Mnie i moje dziołchy czeka weekendowe święto muzyki, czyli coroczny Żuling w Plastelinie. Tak więc jak przystało na dwie, dojrzałe Panie mgr z zacięciem artystycznym, zaprojektowałyśmy sobie z E. aplikację na koszulki specjalnie na tę okazję.
Klasycznie wrzucę tu pewnie po powrocie jakieś zdjęcie. No... tak że tego... do poniedziałku!
13 Jun 2013
Little hope
Miała być taka fajna, trochę na odpierdol nabazgrana Jonna Lee, ale hmm... nie wyszła. Zamiast tego jest jakaś taka sobie o Pani. Ale nos, który zawsze jest u mnie nosopodobnym tworem, wyszedł mi nadzwyczaj dobrze. Go girl!
Nie śpię przez tę kobietę po nocach. Dawno muzyka nie wjechała mi tak na psychę. To takie przyjemne.
Skaneeeeer, dajcie mi skaneeeeer, bo oczy bolą.
Piosenka na dobry wieczór - Connan Mockasin - Hey Chocolate (link).
I instrumentalnie - Patrick Watson (link)
10 Jun 2013
4 Jun 2013
Oł majn GoT
Gdy Martin nie będzie miał już kogo uśmiercić...
Ogólnie nie mam zamiaru narzekać na taki rozwój akcji, bo według mnie brak skrupułów Martina powoduje, że cała historia jest tak zajebista. Chociaż nie ukrywam, że dławiłam się wczoraj własnymi smarkami drąc się jednocześnie w poduszkę. Do dziś trudno mi wyjść z szoku. Żałuję jeszcze bardziej, że nie zaczęłam najpierw od książki tak jak to zrobiłam z Władcą Pierścieni. Chociaż kiepski byłby jej los w moich rękach. Tłumaczyć się później w bibliotece dlaczego strony są pofalowane...
Myślałam, że wspomnę coś więcej o wrażeniach po Hobbicie, którego udało mi się w końcu obejrzeć, ale z racji tego, że oglądałam jedno po drugim, GoT totalnie go przyćmił. Nie zmienia to jednak faktu, że 3 godziny minęły mi jak jedna, końcowa scena zaparła dech w piersiach i zanim wyjdzie część druga chyba odnowię sobie książkę.
31 May 2013
"Cipąg"
To była jedna z najdziwniejszych(?) nocy jaką przeżyłam od dawna. Mogłabym opisać te liczne sytuacje, ale... eeee... Zamiast tego nabazgrałam kilka z nich.
Zdecydowanie wygrałam tę noc swoją ułomnością. Zrobiło mi się szkoda biednego chłopaka, który tak radośnie chciał zainicjować znajomość, ale przez moją nieumiejętność w poruszaniu się na przestrzeni konwenansów, (nie)stety... dupa. A, no i oczywiście plecenie wianków i hasanie po trawie w staniku o godzinie 7 rano, koło powstającej stacji kolejowej. Panowie z pociągu kolejowego wyrazili swoją aprobatę sygnałem dźwiękowym. Nie, nie byłyśmy pijane.
Brzydkie to straszliwie.
Tak poza tym lubuję się ostatnio w słuchani Schwingowych podcastów, bo chłopaki zebrali tyłki i po roku czasu postanowili dokończyć komentowanie poszczególnych części Gwiezdnych Wojen. Póki co tylko ich słucham, ale postanowiłam, że kiedyś przysiądę i obejrzę razem z nimi.
Zaczęłam sobie też odnawiać stare odcinki, choć mój ulubiony o Jezusie Chrystusie Siatkobetonowym, przy którym śmiałam się jak nienormalna, niestety zniknął z serwera. Panowie oficjalnie kończą Schwinga!, z którego to powodu jest mi ogromnie smutno, w każdym razie zachęcam do słuchania mniej lub bardziej aktywnego tego co dotychczas spodzili. Pomijając totalnie absurdalne sieci skojarzeń, tematycznie podcasty kręcą się w okół filmów, seriali, gier, animacji, komiksów itd. itp. Puszczając sobie w tle do rysowania czy czegokolwiek innego, ich geekowe rozmówki, można poczuć się jak w towarzystwie kilku kumpli, którzy siedzą obok i popijają piwo.
No to schwiiiiiiing! schwing-podcast.blogspot.com
Zdecydowanie wygrałam tę noc swoją ułomnością. Zrobiło mi się szkoda biednego chłopaka, który tak radośnie chciał zainicjować znajomość, ale przez moją nieumiejętność w poruszaniu się na przestrzeni konwenansów, (nie)stety... dupa. A, no i oczywiście plecenie wianków i hasanie po trawie w staniku o godzinie 7 rano, koło powstającej stacji kolejowej. Panowie z pociągu kolejowego wyrazili swoją aprobatę sygnałem dźwiękowym. Nie, nie byłyśmy pijane.
Brzydkie to straszliwie.
Tak poza tym lubuję się ostatnio w słuchani Schwingowych podcastów, bo chłopaki zebrali tyłki i po roku czasu postanowili dokończyć komentowanie poszczególnych części Gwiezdnych Wojen. Póki co tylko ich słucham, ale postanowiłam, że kiedyś przysiądę i obejrzę razem z nimi.
Zaczęłam sobie też odnawiać stare odcinki, choć mój ulubiony o Jezusie Chrystusie Siatkobetonowym, przy którym śmiałam się jak nienormalna, niestety zniknął z serwera. Panowie oficjalnie kończą Schwinga!, z którego to powodu jest mi ogromnie smutno, w każdym razie zachęcam do słuchania mniej lub bardziej aktywnego tego co dotychczas spodzili. Pomijając totalnie absurdalne sieci skojarzeń, tematycznie podcasty kręcą się w okół filmów, seriali, gier, animacji, komiksów itd. itp. Puszczając sobie w tle do rysowania czy czegokolwiek innego, ich geekowe rozmówki, można poczuć się jak w towarzystwie kilku kumpli, którzy siedzą obok i popijają piwo.
No to schwiiiiiiing! schwing-podcast.blogspot.com
25 May 2013
Na szybciora po obejrzeniu najnowszego odcinka Gry o Tron.
Obudziłam się wczoraj z melodią z Gwiezdnych Wojen. Miła odmiana od Krychy i Krawczyka.
Mam dziś papkę zamiast mózgu. Idę spać.
tasak, kaloryfer, ambiwalentny, laczek, chochla, zażenowanie, politowanie, malkontent, kakałko, stosunek, niedźwiedź, chuj, żal, kokpit, aurora, maluszek, miś, kuboty, pierdziel, pierdoła, parabola, zołza, Filip, Miłosz, ignorować, nachalny, konwersacja, egzystencja, pierogi, depresja, mleczko, durszlak, wagina, ginekolog, buła, dziąsło, polarny, rzemyk, babeczka, twaróg, kurwa, dystans, zaszlachtować, kolendra, jarać, bojler, glut, hyperbaton, taboret, patelnia, gazik, cyjan, taszczyć, niejako, tudzież, aczkolwiek, pragmatyka, sylabus, anomalia, patologia, ewenement, awersja, lakoniczny, pejoratywny, czkawka, włochy, łyko, tkanka, pipeta, trójkąt, plusz, frekwencja, house, sonda, czosnek, foka, pacnąć, cham, żarło, archipelag, gałka, pauza, koreks, klawiatura, kuweta, frustracja, burżuazja, nacechowany, abstrahuje, łycha, kopiarka, cząber, muflon, memeja, prodiż, niedorzeczny…
24 May 2013
10 May 2013
W dupiĘ...
...to mam. Serdecznie w dupiĘ.
Jestem zmęczona nie wiedzeniem o co chodzi. Tfptfptfptfp.
Tak mniej więcej wyglądał mój poranek. To co nastąpiło gdy już udało mi się dochwiać na wydział, a czego nie dorysowałam... sama nie wiem co było gorsze. W takich momentach żałuję, że nie doładowuję regularnie konta w komórce, bo mogło się to skończyć gorzej i pomoc by się przydała.
Tak poza tym dzień był wyśmienity.
James Baxter The Horse - twórcy Adventure Time to geniusze.
Jestem zmęczona nie wiedzeniem o co chodzi. Tfptfptfptfp.
Tak mniej więcej wyglądał mój poranek. To co nastąpiło gdy już udało mi się dochwiać na wydział, a czego nie dorysowałam... sama nie wiem co było gorsze. W takich momentach żałuję, że nie doładowuję regularnie konta w komórce, bo mogło się to skończyć gorzej i pomoc by się przydała.
Tak poza tym dzień był wyśmienity.
James Baxter The Horse - twórcy Adventure Time to geniusze.
6 Apr 2013
Subscribe to:
Posts (Atom)









































